Wcześnie wstaję. Jak?


Chciałam napisać o czymś innym, ale komentarz Wasp, własne przemyślenia i utarczki poranne doprowadziły mnie do tego właśnie wpisu.

Dawna praktyka

Jestem typem sowy, nie da się ukryć i od tego nie ucieknę. Ale typ sowy uaktywnia się tylko wtedy, kiedy mu na to pozwolisz – czyli np. jeśli chodzisz spać między 1-3, od 23 zwiększa Ci się produktywność, ale nie dość że wstajesz w okolicach 10, to jeszcze o 12 zastanawiasz się czy to już obiad czy jeszcze śniadanie. Z drugiej strony czasami też jest  tak, że kiedy pójdziesz spać o 3, to budzisz się o 7 i wtedy o 20 zastanawiasz się czy to już północ.

Jak to jest zwykle

Łatwiej jest wstawać wcześniej, jeśli później od razu np. po półgodzinie od przebudzenia człowiek wychodzi do pracy/szkoły/na uczelnię. Ale niech podniesie rękę ten, kto potrafi wstać w takiej sytuacji zadowolonym. Podejrzewam, że nie ma takich albo jeśli są to bardzo mało. Nic dziwnego, nikt nie lubi musu, a drugiej opcji niż wczesne wstawanie przed wyjściem nikt nas nie nauczył.

Więc uczmy się sami

Jestem średnim ekspertem w tej dziedzinie, bo wstaję dopiero od kilkudziesięciu dni, ale mogę napisać co mi nie pomaga:
  • 2 budziki – kiedy wyłączę jeden to wyłączę i drugi, a jeszcze dodatkowo będę psioczyć na siebie, że musiałam wstać;
  • plan dnia ułożony wieczorem – wszystko można przesunąć o te 20 minut
  • zima – nie ma to jak budzić się, kiedy promienie słońca delikatnie łaskoczą Cię po twarzy. Niestety zima tego nie gwarantuje.
  • brak drzemek w środku dnia. (Temat drzemek porusza Michał w jednym ze swoich postów, a także w nowym ebooku).
Wnioski na przyszłość:
  1. Zimą mogę pospać dłużej – to śpiąca pora roku jest
  2. Mam swój rytuał wieczorny i go bardzo lubię. Rytuał pomaga czerpać przyjemność z zasypiania.
  3. Wymyślam sobie fantastyczną, świetną i ciekawą rzecz do zrobienia na rano i wyznaczam sobie czas póki ją będę robić, np. do 9. Im dłużej śpię, tym krócej mogę się tym zająć. Prosta kalkulacja.
  4. Nie jem zbyt dużo na wieczór, wtedy lekki głód zmusi mnie do podejścia do lodówki, a więc wygrania tej walki z łóżkiem.
Na razie te wszystkie zmiany przynoszą efekty i nie odbijają się w sposób negatywny ani na moim zdrowiu, ani na efektywności. Może uda się powitać wiosnę w dobrej formie.
A Ty o której wstajesz?

This entry was posted on czwartek, 3 lutego 2011 and is filed under ,. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0. You can leave a response.

6 Responses to “Wcześnie wstaję. Jak?”

  1. Dziękuję bardzo za rozbudowaną odpowiedź na mój komentarz. Szczerze mówiąc ja też jestem typem sowy i nie widzę w tym momencie szansy na zmianę na szczęśliwego porannego skowronka. Ale wskazówki się przydadzą, postaram się chociaż część z nich wcielić w życie i poczekam na efekty. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. :-)
    Zawzięłam się strasznie. Dziś wstałam o 7 i zero senności. Zupełnie inaczej wstaje się z musu czy. praca, zajęcia na 8, a inaczej kiedy masz świetne plany na dany dzień i wiesz, że im dłużej śpisz, tym krócej będziesz mogła robić to, co Cię tak naprawdę interesuje.
    Oczywiście w weekend można pospać dłużej :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobry wpis. Dziękuje za podlinkowanie.
    Ja myślę, że to kwestia przyzwyczajenia, kwestia treningu. Każdy może się nauczyć wczesnego wstawania, trzeba mieć tylko powód do pobudek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Michał :-) Książkę przeczytałam, podzielić się wypadało :D
    A serio,serio, faktycznie kiedy nie wiesz po co rano wstajesz albo wstajesz z musu, to zero w tym przyjemności.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak miło odkryć nowy blog o minimalizmie :) Wczesne wstawanie to mój największy problem, niestety nie działa nic (tylko sztywny termin, jeśli się z kimś umówię). U mnie sowa rządzi. Jeden znajomy wymyślił, żebym tak długo przestawiała się do przodu, aż "przekręcę licznik". :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam Cię :-) Ja z kolei od jakiegoś czasu przyglądałam się Tobie, więc co nie co o Tobie wiem, np. na podstawie zdjęć wnioskuję, że mamy podobne rysy twarzy, ale kwalifikuję siebie raczej jako ciepłą jesień -> tytułem Twojej notki.
    Też się upierałam przy tym, że jestem sową. Ale...zaczęłam stosować npr, doszło do samodzielnego wybudzania się codziennie o 6.30 (później chwila radości, że mam jeszcze tę godzinę dla siebie). A żeby wstawać nie o 9, lecz wcześniej, bez konieczności wychodzenia z domu pomaga mi celebrowanie kawy, oraz to, że właśnie wtedy jest czas na podczytanie sobie blogowego światka, tak do 8. a potem, no cóż, zajęcia, pisanie i takie tam.
    A kuchnia - z racji studenckiego życia, póki co dosyć prowizorycznie to u mnie wygląda, ale zobaczymy jak to będzie na prawdziwym mieszkaniu :)

    OdpowiedzUsuń