Pamięć maksymalisty

Rys. Corbis

Co, że niby skąd taki tytuł? Może teraz myśleć Czytelnik. A ja powiem, ano właśnie – skąd? Z doświadczenia!

Ostatnio trochę się porobiło, więc nie zdążyłam umieścić poniedziałkowego wpisu.

Ale wracając do tematu, w momencie, kiedy oddawałam książki, pozbywałam się materiałów z różnego rodzaju szkoleń pojawiało się u mnie pytanie: Czy aby na pewno nie będę tego potrzebować? Wiadomo, że wartościowe rzeczy na pewno zostają u mnie, a co robić z tymi mniej wartościowymi? Zastanawiałam się wtedy jak często potrzebuję, czy wiem gdzie tego szukać w razie gdyby jednak się przydało oraz czy jestem w stanie coś z tego zapamiętać. Bo w zasadzie co mi po notatkach na półkach czy/lub na szafie, jeśli potrzebowałabym ich poza domem?


Logiczne stało się wówczas dla mnie po pierwsze przyśpieszenie tempa czytania, a po drugie popracowanie nad połączeniami neuronowymi, aby to, co przeczytam mogło się gdzieś przynajmniej w pamięci podręcznej (ups, to nie ten układ) krótkoterminowej zatrzymać.
Jeśli chodzi o czytanie – postawiłam na gimnastykę oka, które okazało się dosyć podatne. Założyłam, że nie potrzebuję prędkości światła, ale 600 sł/minuta spokojnie mi wystarczą, czyli muszę podgonić 220 słów. Czytanie bez wokalizacji w mózgu wydaje mi się czarem-marem, więc spełniłam wszystkie swoje założenia. Proces przyśpieszania trwa, a jest wspomagany dodatkowo trenowaniem pamięci.
Tutaj również przymierzałam się do tego kilka razy (tak samo jak do szybkiego czytania, przed sesją najlepiej, a wtedy to wiadomo, nie ma za bardzo czasu, więc dopiero pod koniec V roku mam czas, aby to robić). Czytałam Buzana i innych wybitnych autorów, ale nie przemawiali do mnie aż do tej książki:  Pamięć, Marka Szurawskiego. On proponuje co prawda te same „sztuczki” co inni badacze pamięci. Ale dodatkowo jego książka jest wzbogacona o ciekawie brzmiące ćwiczenia takie jak Gimnazjon Wyobraźni (czyli ćwiczenia na budowanie obrazów i żywych skojarzeń) i co najważniejsze, moim zdaniem, Podróże w głąb siebie, wynikające całkiem możliwe z tego, że 
błyskotliwe uczenie się INACZEJ wymaga, abyś stał się innym człowiekiem.
W tych podróżach najpierw mieliśmy spoglądać w przeszłość, szukać radosnych wydarzeń, aż później poprzez teraźniejszość przechodziliśmy do przyszłości. Podróże były po każdym rozdziale. Autor słusznie prosił zapisywać je i odkładać, ponieważ po przeczytaniu całej książki stały się one mini-encyklopedią mnie, do której zawsze mogę powrócić.

Osobiście mi i moim uczniom przydały się mapy myśli w nauce języków obcych, zwłaszcza jeśli chodzi o poznawanie nowych słów. To wspaniale widać, jak drobna innowacja sprawia, że lekcja przez ucznia jest łatwiej zapamiętywana i na pewno na dłużej pozostanie w pamięci.

Oczywiście, nie musisz korzystać z tej akurat książki, ale ćwiczenie pamięci, jak sam wiesz, jest bardzo potrzebne dla zachowania umysłowej sprawności. Znajdź chwilę dla siebie.
I na koniec mała ilustracja:

This entry was posted on czwartek, 24 lutego 2011. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0. You can leave a response.

5 Responses to “Pamięć maksymalisty”

  1. Marianna, moze powinienem użyć bardziej dyplomatycznego języka ale nie mogę inaczej tego wyrazić- zajebiście się Ciebie czyta :) Blog siedzi w RSSie i będę śledził.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuję się rękami i nogami pod słowami Michała ;)

    Szybka nauka, znam kilka sztuczek, ale niestety nie stosuję ich na co dzień. W tym momencie poświęcam się matematyce, a tam nie za bardzo można używać tej magii ;) Ale faktycznie przy nauce języków obcych są bardzo pomocne.

    Tak z czystej ciekawości (nie musisz odpowiadać;)) - uczysz w szkole? Jeśli tak to zazdroszczę Twoim uczniom, będą Cię wychwalać pod niebiosa. Bo jak to jest z tymi naprawdę dobrymi, wymagającymi, pełnymi pasji nauczycielami? Przez pierwsze dwa semestry się ich przeklina, są największym złem tego świata. W drugim roku zaczyna się ich tolerować, potem lubić, ta fajna interakcja zachodzi bardzo powoli. Po trzech latach ma się do nich wielki szacunek, ale też darzy dużą sympatią. A potem dziękuję się Bogu za takiego nauczyciela, bo to naprawdę skarb. Ubolewam nad faktem, że tak mało tych nauczycieli-pasjonatów w naszym szkolnictwie, a za dużo frustratów. Ale ważne, że są Ci co niosą światło mądrości.

    Pozdrawiam serdeczenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Michał - dzięki za te sympatyczne słowa! Wzajemnie, zresztą Ciebie to już czytałam wcześniej :-)
    Wasp - nie zawsze trzeba stosować wskazówki asocjacyjne, ale np. higiena pracy - przerwy, urozmaicania się zapewne w każdym przypadku się przyda.
    Jeszcze nie uczę. Ale miałam praktyki w technikum - fantastyczne to było, bardzo mi się podobało. Poza tym bardzo lubię przeprowadzać różnego rodzaju wystąpienia. Obecnie, z uwagi na dwie prace dyplomowe, prowadzę prywatne lekcje rosyjskiego. A od czerwca/września zobaczymy :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trafiłam na Twojego bloga przez przypadek i wiesz co? Bardzo lubię takie przypadki :)

    Pozdrawiam ciepło i dodaję do ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń