![]() |
| "Wszystkomająca" szuflada. Zdjęcie: Internet |
Staram się, aby na blogu pisać o rzeczach, które sprawdziłam na własnej skórze. Dziś więc opiszę własną historię. Jeśli przeżyłeś coś podobnego, podziel się w komentarzu – będzie nas więcej.
Ostatnio wiele razy się przeprowadzałam. Generalnie mniej więcej co pół roku/9 miesięcy – studenckie życie ma swoje uroki nawet jak się mieszka w akademiku, jest coś takiego jak przepisy wakacyjne, które utrudniają zamieszkanie w pokoju na określony czas. Może to dobrze, bo dzięki temu człowiek mniej się przywiązuje do tego co posiada.
Z rzeczami było tak, że chcąc uzyskać całkowitą niezależność, jak to brzmi, chciałam mieć wszystko swoje. Jako, że jestem filologiem, wpadło mi do głowy nawet kolekcjonowanie słowników. Słownik jaki jest każdy widzi. W każdym bądź razie jedną półkę zawsze mam zajętą. Dodatkowo zestaw ubrań na cały rok, jakieś notatki, strój kąpielowy do użycia raz na czas, to samo z sukniami, które są potrzebne najczęściej tylko na raz. Oprócz tego książki do nauki języków przeróżnych: bo albo zacznę się uczyć, albo przydadzą mi się przy przygotowywaniu lekcji. Najgorsze było jednak to, że składając te rzeczy myślałam: „Przejrzę przed wyprowadzką”.
Przed przeprowadzką najczęściej nie było czasu, później też i tak do następnego razu.
Jak się domyślasz, Czytelniku, nie wyglądało to zbyt ciekawie, póki systematycznie nie zaczęłam przeglądać tego, co mam i systematycznie się tego pozbywać.
Dzięki temu poczułam przyjemność dawania. Oprócz tego wiem, że nie mam już rzeczy pt. a może kiedyś mi się przyda. Staram się przeczytać książki, które czekały na to od kilku już lat. Jeśli wiem, że nie będę do nich wracać już więcej oddaję znajomym albo do biblioteki. Notatki zebrane do segregatorów czekają aż się obronię.
I jeśli nie chcesz wpaść w tę pułapkę, zwłaszcza, że możesz mieszkać w tym samym miejscu przez długi czas, to poświęć codziennie półgodziny na przejrzenie rzeczy, które masz, aż póki przejrzysz wszystko. Potem za 3 miesiące powtórz przegląd „majątku”. A zrób to tak:
- Zastanów się z czego korzystasz i korzystaj częściej :)
- Jeśli jesteś sentymentalny – zrób zdjęcie swoim pamiątkom
- I ciesz się wolną przestrzenią, świeżym powietrzem i radością z osiągniętego sukcesu.
Powodzenia!
A na koniec kilka zdjęć zachęcających do posiadania minimalistycznego domu:
a ja osobiście marzę o takim łóżku:
![]() |
| foto:Internet |





Dobry wpis, te zdjęcia świetne! Ja w takim bajzlu żyć bym nie mógł, chociaż co trochę zbierają mi się porozrzucane rzeczy (notatki, książki zarówno moje jak i pożyczone) i po pewnym czasie mam tego dość i zaczynam sprzątać. Doszedłem jednak do wniosku, że trzeba to robić systematycznie. Jednak porządek i minimalizm jest piękny ;)
OdpowiedzUsuńDzięki!
OdpowiedzUsuńFakt, systematyczne sprzątanie bardzo pomaga. 5 minut dziennie zamiast 1,5h tygodniowo. W Perfekcyjnej pani domu - tak pozwoliłam sobie na przeczytanie - był taki pomysł, żeby dziennie zwrócić uwagę na jedno pomieszczenie np. pon -przedpokój, wt. łazienka itd.
Dziękuję za słowa uznania :-)
Ciekawy wpis. Myślę, że warto utrzymywać porządek. Być "nie-bałaganiarzem", a nie wiecznym "sprzątaczem". Często sprzątanie zabieram nam dużo czasu, a wystarczy stosować zasadę 2 minut: jeśli coś zajmuje Ci od 2-5min, zrób to. Przykłady: ścielenie łóżka, odkładanie książek na półkę, ubrań do szafy etc.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że udało Ci się uporać z tym bałaganem. Życzę ciekawej wędrówki w kierunku upraszczania swojego życia, minimalizmu.
Pozdrawiam,
Wasp
Wasp - "wieczny sprzątacz" - bardzo ciekawe określenie.
OdpowiedzUsuńDziękuję za życzenia i wzajemnie :-)
Minimalizm mi się podoba, ale np. to zdjęcie kuchni jest dla mnie okropne. Zupełnie jakbym patrzyła na kuchnię w katalogu szafek kuchennych a nie mieszkania, w którym ktoś mieszka. Miałabym depresję w takim otoczeniu. Nie lubiłabym chyba takiego domu i ciągle gdzieś uciekała. A ja jednak potrzebuję przytulny dom, gdzie jest mi dobrze.
OdpowiedzUsuńW sumie nawet to powyższe porównanie nie było trafne, bo nawet w katalogach dodają miski owoców, kwiaty, jakiś drobiazg. Niedużo, ale trochę, bo takie puste są po prostu przerażające.
Anonimowa, ciekawy komentarz. Nie sugerowałam, że taka kuchnia jest najlepsza dla każdego, kto się czuje minimalistą. Dom jest miejscem szczególnym i każdy chce wracać do niego z przyjemnością. Ja na pewno. Stąd może wbrew minimalizmowi, ale zakupiłam dwa kubki do niedzielnej kawy. Bo oprócz kawy zwykłej mamy także niedzielną. Rytuały, bezpieczeństwo i komfort są ważne nie zależnie od wyznawanej filozofii. Tak myślę.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem jaka kuchnia by Ci się podobała. Napisz, jeśli chcesz :-)
Moje wrażenie co do kuchni podobne. Tam nie ma życia! (W praktyce to konia z rzędem temu, kto by utrzymał aż taką pustkę w kuchni, oczywiście zakładając, że w ogóle z niej korzysta).
OdpowiedzUsuńJa nie robię "wielkich porządków", po prostu mamy małe mieszkanie i wszystko ma swoje miejsce. Na bieżąco jedne rzeczy wyrzucamy, inne chowamy. To niezły system.
Może kuchnia nie przemawia, ale to łóżko jest jak na mnie genialnym rozwiązaniem! :-)
OdpowiedzUsuńJa jestem w trakcie przeglądania rzeczy. Nie wiem ile mi to zajmnie, ale tym razem postanowiłam twardo: żadnego przekładania z miejsca na miejsce, albo coś zachowuję, albo oddaję/sprzedaję albo wyrzucam. Żadnego wkładania do szuflady i udawania, że się przyda i muszę się jeszcze nad tym zastanowić.
OdpowiedzUsuńJak już coś robić to porządnie :)
Zapraszam na mój blog :)
To łóżko jest okropne! Pod łóżkiem MUSI BYĆ WOLNA PRZESTRZEŃ. Read about how to attract love in english
OdpowiedzUsuń