Mam to szczęście, że wokół mnie znajdują się ludzie, którymi mogę się inspirować. Tańczą, śpiewają, podróżują - biorą z życia garściami. Postanowiłam dzisiejszym wpisem rozpocząć serię wpisów o tytanach z sąsiedztwa.
Z Pawłem znamy się już dosyć długo. Kojarzy mi się jako człowiek, który w pewnym momencie postawił wszystko na jedną kartę. Pod koniec wpisu możesz obejrzeć rezultaty tego posunięcia.
1. Paweł, jak wybrałeś swoją pasję?
Wiesz, myślę, że to nie jest tak, że się wybiera pasję - to samo cię znajduje. Często co prawda jest tak, że ma się jakieś wyraźnie jakieś predyspozycje, a równie często jest tak, że przychodzi to do ciebie zupełnie niespodziewanie - i tak było w moim przypadku. Jeszcze dwa lata temu w ogóle nie pomyślałbym żeby wyjść na parkiet, a już szczególnie, żeby zostać na nim dłużej niż tyle czasu ile wystarcza żeby przez niego przejść. Zaczęło się chyba typowo - koleżanka wyciągnęła mnie na weekendowy kurs tańca towarzyskiego. Nie miałem wówczas przysłowiowo "zielonego pojęcia" o tańcu, a moja świadomość ciała i ruchu była bliska zeru wzbogacona o komplety brak 'słuchu muzycznego' - do dziś pamiętam, że na zajęciach nie mogłem rozróżnić cha-chy od walca wiedeńskiego - poważnie, to był mój poziom. Mniej więcej tydzień później inna przyjaciółka wyciągnęła mnie na właśnie na zajęcia salsy - ponieważ mieliśmy do wyboru trzy style: cubana, LA i mambo wybór odbył się na zasadzie: "chodźmy na cubane - koleżanka tam chodziła i mówiła, że jest fajnie". Jednak wówczas moim priorytetem były tańce towarzyskie - bardzo szybko zacząłem chodzić na wszystkie możliwe grupy jakie były w mojej szkole, w sumie w tygodniu na samych treningach spędzałem 13 godzin. Na salsę chodziłem choć traktowałem to jako urozmaicenie, nie chodziłem na żadne imprezy (salsoteki) wiec w zasadzie każde zajęcia były dla mnie takie jakbym zaczynał od nowa. Ale ponieważ moja przyjaciółka chciała trenować i naprawdę pozytywnie "zarażała" uśmiechem, więc chodziłem na zajęcia nie przejmując się specjalnie moim brakiem postępów w salsie kubańskiej. Ten stan trwał do wakacji w 2009. Wakacje są specyficznym okresem dla tańców towarzyskich ponieważ następuje przerwa, są co prawda obozy taneczne ale nie ma zajęć. Salsa jest natomiast cały czas. Sam nie wiem jak do tego doszło, ale zaczął się nowy rok akademicki - zajęcia z tańców towarzyskich wróciły, ale ja już nie, salsa przyciągnęła mnie (w międzyczasie byłem też na moim pierwszy obozie salsowym) z potworną siłą. Podejrzewam, że to ta cała zabawa, radość i żywiołowość spodobała mi się bardziej - naprawdę nie wiem dlaczego nie wróciłem wtedy na towarzyskie. Nie myślałem o tym. Tak po prostu miało być.
2. Co zmieniło się odkąd tańczysz?
2. Co zmieniło się odkąd tańczysz?
Moje życie zmieniło się o 180 stopni, w pełnym tego zdania znaczeniu. Nagle codziennie wieczorami zacząłem bywać na treningach lub salsotekach, w domu rozpisywałem sobie choreografie, których uczyłem się na zajęciach, po pewnym czasie w domu zacząłem intensywnie trenować izolacje żeby móc lepiej się ruszać i chcąc dociągnąć poziomem do swoich nauczycieli. To jest tak jakby cały świat narodził się dla mnie na nowo. Odkryłem coś co jest dla mnie po prostu "moje", ciężko to zdefiniować słowami, chodzi o to, że nagle zdajesz sobie sprawę, że istnieje coś olbrzymiego co jest dla ciebie tak naturalne jak oddychanie, możesz brać to, kształtować i przekuwać na coś niezwykłego. Nie znałem tego uczucia wcześniej i życzę każdemu by odkrył coś takiego w sobie.
3. Na pewno wymagało to pracy nad silną wolą...
podejrzewam, że chodzi o treningi? Wiesz, jak Ci mówiłem - co prawda to jest tak, że przychodzę do domu, włączam jakąś dobrą muzykę i ćwiczę np 30 min, robię coś w domu po czym wychodzę na trening po którym idę na imprezę z której wracam o 1:30, kładę się trochę po 2 w nocy, a o 7:30 wstaję do pracy czy na zajęcia, i tak przez większą część tygodnia. W domu obmyślam sobie choreografię które będę ćwiczyć z koleżankami z którymi spotykam się czy to w domach czy wynajmuję sobie salę z lustrami po kosztach, ćwiczę footworki i bodymovment (dodatki które się wrzuca do tańca, ruchy barkami, kroki taneczne, ruch ciała). Ale to wszystko robi się z ogromnym uśmiechem. Pewnie, że bywam zmęczony, pewnie, że czasem po jakiś warsztach czy obozach, gdzie przez np 8h ćwiczy się naprawe intensywnie, potem impreza do 3-4 w nocy, a o 10 zaczynamy znowu warsztaty - jestem niewyspany, wszystko mnie boli, ale o tym się nie myśli. Po prostu kocham to, obok mnie są dokładnie tacy sami ludzie i wierzcie lub nie - nie zajdziesz nikogo kto by się do ciebie nie uśmiechnął, poklepał po ramieniu i poczęstował łykiem zimnej wody - dla takich chwil warto żyć. Dlatego jeśli pytasz mnie o silną wolę i treningi to powiem Ci, że nad tym się nie pracuje, to siedzi w Tobie jeśli tylko coś kochasz całym swoim serduchem.
4. A jak podoba Ci się tańczyć w zespole Animalsi?
Animalsi powstali w okolicach października 2009 - założyła je grupa najlepszych kursantów szkoły Piotrka - Viva Salsa. Początkowo spotykali się tylko po to, by trenować trochę więcej ruedy (chętnych odsyłam do tego linku: http://pl.wikipedia.org/wiki/ Rueda_de_Casino) - ogólnie mówiąc jest to grupowe tańczenie figur wołanych przez jedną osobę - kantadora - mogłem źle napisać ;). Ja trafiłem do nich przypadkiem - pojechałem do Bielska na salsoteke z jedym z ich członków. To było mniej więcej trzy tygodnie po pierwszym spotkaniu grupy. Po imprezie Harry, jak się niedługo okazało - jeden z moich przyszłych najlepszych przyjacół, zaprosił mnie na treningi. Dalej wszystko potoczyło się szybko - chwile po tym wymyśliliśmy nazwę (wcześniej jej nie było), został spisany regulamin (sam to zrobiłem - choć jest on nieoficjalny i odwołujemy się do niego wylko w ostateczności) i zaczęły się treningi, potem pokazy. Najważniejsza sprawa o Zwierzkakach - jest to niezależna grupa salsy kubańskiej całkowicie nie nastawiona na zysk lecz na rozwój wszystkich członków. Obecnie jest nas osiem par z tego co pamiętam. Ja w grupie odpowiadam w zasadzie za naukę footworków i bodymovmentu, na każde zajęcia mam przygotowywać jakąś małą choreografię żeby pozostałe Zwierzaki mogły iść do przodu. Ogólnie - każdy w zwierzakach daje coś od siebie choć nauczanie nowych rzeczy jest raczej zarezerwowane dla 3-4 osób (inaczej byłby za duży chaos). W zasadzie Zwierzaki to najliczniejsza grupa salsy kubańskiej i przy okazji najdłużej działająca bo od chwili powstania mamy reguralnie treningi cały czas. Aktualnie Zwierzaki zaczynają pracować jeszcze bardziej nad swoją formą, głównie chodzi o ćwiczenie izolacji oraz doskonalenie w innych bliskich gatunkach które nierozwerwalnie związane są z salsą kubańską: rumbą i (moim ukochanym) reggaetonem. Za rok mamy w planach wystartować w najbardziej prestiżowych zawodach salsowych: Primaverze - i chcemy zgarnąć złoto w kategorii rueda! :)
Dziękuję Pawle, zarażaj dalej :-)
Jeśli doczytałeś ten wywiad do końca, z pewnością będziesz chciał zobaczyć występ Pawła. Przewidziałam do i zapraszam do obejrzenia filmiku z jednego z treningów tanecznych:
SALSA


Ciekawy wywiad. Niestety coraz mniej koło nas ludzi-pasjonatów. Często mówi się o młodych-frustratach, bo żyją bez żadnego celu, bez hobby, bez pasji, bez radości. Facet naprawdę dobrze tańczy (nie jestem tutaj ekspertem;)). Najfajniejsze w tej całej historii jest to, że chłopak odnalazł swoją pasję i wciągnął się na całego, ba! daje mu to niesamowitą radość. Tylko zacząć zarabiać na tej pasji ;) A tak na serio to mu zazdroszczę posiadania pasji, no cóż jeszcze całe życie przede mną, może w końcu znajdę "to". W każdym bądź razie bardzo optymistyczny wpis. Pozdrawiam serdecznie ;)
OdpowiedzUsuńA propos pasji, to właśnie dla mnie wzorem okdrywacza pasji. Bo niby czego może brakować informatykowi jeśli to taki przyszłościowy zawód...A tym czasem salsoteki, układy taneczne i jeszcze inne historie. Oprócz tego - zaczynaliśmy razem, ale to Paweł poczuł, że go to wzywa. A ja póki co jeszcze ciągle nasłuchuję... :-)
OdpowiedzUsuńPowodzenia, Wojowniku Uśmiechu!
W XXI wieku bardzo dużo ludzi jest zabieganych. Studia, praca, inne obowiązki pochłaniają niemal każdą chwilę wolnego czasu. Na studiach i w pracy mamy do czynienia z "walką szczurów", a w życiu z "gonitwą za pieniądzem". Ludzie po pracy odpoczywają z pilotem od telewizora w ręku, albo weekendami leżą na sofie i degustują się piwem. Są jednak wśród nich i tacy, którzy pomimo trudności życiowych, stawiają życiu opór i starają się realizować. Takim przykładem może być właśnie Paweł. Osoba, która realizuje swoją pasję, żyje dla niej. Po obejrzeniu filmiku stwierdziłem jedno - "Ten facet zaraża tańcem i jest dobry w tym, co robi". Nic tylko zakończyć ten wpis i udać się na parkiet... ;-)
OdpowiedzUsuń