Tytani z sąsiedztwa odc.2: Przemek

Tak jak zapowiadałam w Podsumowaniu lutego, dziś chciałabym opisać kolejnego Tytana z sąsiedztwa.


Przemka poznałam jeszcze w czasach licealnych. W sumie znałam go wcześniej, ale najbardziej skojarzyłam go z olimpiady historycznej w III klasie. Przemek, jak i ja jest z Bytomia. Próbując go opisać, użyłabym słów wytrwały i dociekliwy. A dlaczego? Dowiesz się w dalszej części wpisu.

 
Fajnie by było, gdybym mogła napisać, że spotkaliśmy się w kawiarence, powspominali dawne czasy, a potem zadałam mu kilka pytań. Niestety, jak to w życiu bywa, czas krawiec kulawy, wyręczył nas Internet.

Przemek o sobie:

Jestem absolwentem turystyki. Kierunek wybrałem ze względu na swoją pasję podróżniczą. Do niedawna należałem do Młodzieży Franciszkańskiej Tau, ponieważ ważną rolę w życiu każdego człowieka odgrywa sfera sacrum.

Miałam takie wrażenie czasem rozmawiając z tym chłopakiem, że jeśli on coś zaplanuje, to na pewno, kiedy po jakimś czasie wrócimy do tego tematu, to on będzie już w trakcie realizacji planu. Tak było także ze studiami.

Czym się teraz zajmujesz?

Obecnie studiuję na II roku administrację w Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej. Pracuję w Sądzie Rejonowym, gdzie "spotykam się" z wieloma historiami z życia ludzi - radosnymi, ale w głównej mierze przygnębiającymi. Od niedawna swój czas poświęcam na wnikliwą obserwację ludzi i otaczającego mnie świata. Staram się z tych zdarzeń robić notatki. Być może uda mi się je kiedyś opublikować. Rozpocząłem pisanie książki podróżniczej, a także prowadzenie strony internetowej, która będzie poświęcona pasji podróżowania, sytuacji w kraju i na świecie. ( strona w trakcie budowy, jak tylko zostanie ukończona, to zamieszczę link do niej). Na jej łamach chciałbym poruszać również tematy, o których trudno się rozmawia. Wszystko, co robię, to z myślą o rozwoju osobistym. Gdy pozwala mi na to czas wolny to spotykam się ze znajomymi, odpoczywam.

Przemek ma u mnie dużego plusa za swoją pasję. A jaką? O tym w najbliższych zdaniach:

Zamiłowanie pieszymi wyprawami odziedziczyłem najprawdopodobniej po dziadku. Tak samo, jak on, od najmłodszych lat, jak miałem wolny weekend jechałem w góry i wędrowałem po szlakach lub też poza nimi, wpatrując się w niebo, szczyty gór i rozmyślając. Na większą skalę zacząłem podróżować i pielgrzymować od 2007 roku, gdy zrodził się pomysł przejścia pieszo z Piekar Śląskich do Rzymu

Wpadł na ten pomysł Michał, którego akurat poznałem, w okresie, jak wrócił z pieszego szlaku św. Jakuba, który prowadził do Santiago de Compostela. Od początku postanowiliśmy pielgrzymować pieszo do Rzymu. W między czasie znajdowałem czas na piesze wędrówki do Częstochowy, czy piesze wyprawy w góry. Tak się to wszystko zaczęło.

Jak to jest – dojść do Rzymu?

Podczas wyprawy pieszej do Rzymu nie zabrakło trudnych momentów. Dla mnie było kilka takich trudnych chwil. Ciężkie były zwłaszcza: 3, 4 i 5 dzień pielgrzymki, kiedy to zaczęły się skurcze i odciski, a pomimo to, trzeba było się przełamać, niejednokrotnie zapierać i mimo odczuwalnego bólu iść dalej, przyzwyczajając się do tak dużego wysiłku fizycznego. Najtrudniejszą jednak chwilą dla mnie osobiście - była kontuzja uniemożliwiająca mi pokonanie całego dystansu pieszo. Jednak wtedy najbardziej można było zdać sobie sprawę, że tak na prawdę to nie Rzym, czy Watykan był celem tego pielgrzymowania, ale walka ze swoimi słabościami, sama droga. I to droga, jaką pokonuje człowiek każdego dnia.



Jakie są Twoje plany na przyszłość?

Rozpocząłem pisanie strony internetowej, artykułów i książki. Strona internetowa ma służyć poprawie posługiwania się językiem polskim, zalążkiem poruszanych tematów. Artykuły są wstępem i przygotowaniem do zrealizowania celu, jakim jest wydanie książki.
Chciałbym, aby książka, którą zamierzam napisać przedstawiała historię młodych ludzi, którzy pokazują, że świat może być inny, że życie może nabierać kolorowych barw, że człowiek powinien doceniać to, co ma na co dzień. Historia ta opowiedziana oczami podróżnika-pielgrzyma przeniesie czytelnika w drogę jaką Michał, Karol i ja odbyliśmy z południa Polski do Watykanu. Ma skłaniać czytelnika do refleksji.

Co sądzicie o takiej pasji? Bylibyście w stanie przełamać się na tyle, żeby wbrew wszystkiemu iść. Iść, ciągle iść, w stronę słońca nabiera w tym przypadku zupełnie innego znaczenia.

This entry was posted on poniedziałek, 7 marca 2011 and is filed under . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0. You can leave a response.

6 Responses to “Tytani z sąsiedztwa odc.2: Przemek”

  1. "tak na prawdę to nie Rzym, czy Watykan był celem tego pielgrzymowania, ale walka ze swoimi słabościami, sama droga. I to droga, jaką pokonuje człowiek każdego dnia." - zgadzam się w 100%. Chociaż dla mnie pielgrzymowanie to po prostu życie.

    Ciekawa pasja, gratuluje pokonywania swojego wewnętrznego głosu, który zapewne mówił "skończ już z tym".

    Panowie jesteście Wielkimi Wojownikami
    "Największym wojownikiem ten, kto pokonał samego siebie".

    Pozdrawiam serdecznie,
    Wasp

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie. Dla mnie to jest coś niesamowitego.

    OdpowiedzUsuń
  3. tak tylko podziwiać za wytrwałość w zmaganiu się sam ze sobą. Marzę od jakiegoś czasu o pielgrzymce szlakiem Św. Jakuba, chociaż nigdy na żadnej takiej wędrówce nie byłam. Wiele się o tym szlaku naczytałam i nasłuchałam i myślę, że kedyś znajdę czas i siłę, żeby wyruszyć, pozdrawiam maja

    OdpowiedzUsuń
  4. PrzemyslawSiemieniec@interia.pl9 marca 2011 19:15

    Przy takiej wędrówce wydawać by się mogło, że potrzebna jest siła. Z tym po części się zgodzę, że potrzebne są siły fizyczne na tyle dni marszu, aczkolwiek najważniejsza jednak w mojej ocenie jest siła samozaparcia i zawierzenia. Poza tym czas. Maju być może w przyszłości uda mi się również, tak jak Michał wybrać się na szlak do Santiago de Compostela i wówczas mile widziany towarysz lub towarzyszka. Jeśli chciałabyś wybrać się wcześniej, mam namiary do osób, które też rozmyślają o takiej pielgrzymce drogą św. Jakuba. Polecam też forum dotyczące tego szlaku, gdzie można także znaleźć towarzysza. Wówczas o wiele bezpieczniejsza wydaje się droga i zawsze raźniej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przemek dzięki :) jak już dojrzeję do decyzji i nazbieram czasu /słyszałam, że trasa trwa około miesiąca/ i będę potrzebować wsparcia odezwę się! pozdrawiam,maja

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam! Dla mnie to pozostaje w kwestii marzeń raczej nierealnych. Być może potrzebne jest dojrzeć do tego, by iść.

    OdpowiedzUsuń