Poniedziałki są z natury swojej złe. I choć zawiniły one mało, jedynie, że następują po niedzieli, to jednak jakby nie patrzeć, poniedziałek, poza środą jest najtrudniejszym dniem tygodnia. I zaznaczam tutaj, że nie jest to tylko moja subiektywna opinia. Decyzją swojej sprawczej mocy postanowiłam pomóc temu dniu tygodnia i…
1. Pozwoliłam sobie na 15 minutową drzemkę.
2. Z przyjemnością wypiłam kawę jedną, a popołudniu drugą.
3. Wyobrażałam sobie, że rzeczy, które mam zrobić wcale nie muszę, tylko chcę i to z jakiegoś konkretnego powodu.
Wschodnia mądrość mówi, że człowiek dostaje raczej to, czego oczekuje, niż to, czego potrzebuje.
4. Pamiętając jeden z wpisów Wasp, odbierając telefon starałam się wcześniej uśmiechnąć czy to do siebie, czy to do rozmówcy. I, powiem, że to działa!
5. Kiepskim motywem poniedziałków jest to, że napadają na nas znienacka pojawiające się rzeczy z ubiegłego tygodnia – maile i niewykonane telefony. Te godziny, póki się rozkręcam wykorzystałam na przemyślenie spraw i krótką refleksję czy to, co zaplanowałam jest naprawdę konieczne.
Aczkolwiek nie zmienia to faktu, że poniedziałkiem można wytłumaczyć wszystko. Nawet to zmęczenie jakby było już czwartkowe popołudnie.

a ja od zawsze lubię poniedziałki :) wydaje mi się zawsze, że to powiew świeżości po przebytym zeszłym tygodniu.... nowy tydzień nowe wyzwania!
OdpowiedzUsuńI wszystko jest znowu możliwe :)
Zazdroszczę. Niestety nie mam takiego podejścia, ale udało mi się już polubić poranki, choć kiedyś to wieczory były moją ulubioną porą dnia.
OdpowiedzUsuńMaju, no i powiało od Twojego komentarza świeżością wartą przemyślenia. Bardzo Ci za nią dziękuję!
Pozdrawiam!
No ba, magia uśmiechu w końcu ;)
OdpowiedzUsuńMożemy podejść do tematu poniedziałku na co najmniej dwa sposoby:
a) mówić, że to najgorszy dzień tygodnia. "Jeszcze tylko 5 dni i weekend ". Często ludzie z takim nastawieniem po prostu nie lubią tego, co robią. Nie lubią swojej pracy, nie bawi ich kierunek studiów etc. Jeśli chodzi o pracę to od razu przypomniała mi się pewna maksyma, pewnie wielu z Was ją zna - "Jeśli praca którą wykonujesz nie daje Ci nic poza pieniędzmi, to jesteś szaleniu ubogi." Praca to nie przykry obowiązek. Praca to możliwość samorealizacji, spełniania marzeń, pokonywania swoich barier...
b) podejść z nastawieniem "każdy dzień przynosi nam nowe szanse". Traktować poniedziałek jako wspaniały początek. Początek ekscytującej przygody. Wchodzić w nowy tydzień w uśmiechem na ustach ;)
Dla mnie nigdy poniedziałek nie był najgorszym dniem tygodnia, tą rolę pełni środa - sam środek tygodnia, kiedy doskwiera mi już "wyczerpanie baterii".
simplify - wszystkie przekonania możemy zmieniać. Poranki też mogą być, o dziwo, ciekawe. Sama też byłam jeszcze parę miesięcy temu sową, która najlepiej czuła się w nocy. Teraz przestawiłam swój biologiczny zegar. W nocy śpię, w dzień pracuję. Teraz wstaję 6-7 rano, nie mam z tym już problemów, po prostu sama się o tej porze budzę i widzę, że mam sporo energii. Wiem, że każda dodatkowa godzina snu to będzie po prostu marnowanie czasu, bo już więcej nie potrzebuję do normalnego funkcjonowania. Sama się sobie dziwie. A jeszcze większe zdziwienie panuje wśród moich bliskich, kiedy w sobotę o 7 rano jestem już na nogach i w dodatku się uśmiecham.
Wniosek: Wszystko możemy zmienić, jeśli tylko tego chcemy. Możemy polubić poranki, możemy polubić poniedziałki ;)
Wasp, dokładnie tak jak mówisz. Poranki są fajne - to taki czas na rozkręcenie. Lubię też ciekawe wieczory, spokojne, które właśnie prowadzą do tych poranków.
OdpowiedzUsuńW poniedziałkach najgorsze jest to, kiedy wiele negatywnych rzeczy nakładają się na siebie. A środy są fajne :-)
Z tymi rozmowami telefonicznymi to święta prawda! Zawsze należy odbierać z entuzjazmem! Pomyśl sobie jak byś chciała, aby ludzie odbierali Twój telefon i odbieraj tak od nich! Ja tak staram się robić.
OdpowiedzUsuńA co do wschodniej mądrości to ja bym napisał inaczej.
Człowiek dostaje to o czym myśli, więc należy myśleć pozytywnie i o dobrych rzeczach! I to się naprawdę sprawdza!
Łukasz Sęk w tym, że ja po prostu nie znoszę rozmawiać przez telefon. Co innego jeśli trzeba coś szybko załatwić. Nie lubię takich pogaduszek, które mnie zaskakują niespodziewanie w dowolnym miejscu i trwają. Pewnie poproszę te osoby, żeby starały się dzwonić w określonych godzinach tak żebym była przygotowana na takie rozmowy. Wtedy można do nich podchodzić z entuzjazmem. :-)
OdpowiedzUsuń